Pytania i odpowiedzi

Czym są elektrownie i elektrociepłownie węglowe?

Elektrownia węglowa jest to elektrownia cieplna w której paliwem jest węgiel kamienny lub brunatny – jej zadaniem jest dostarczanie prądu elektrycznego do sieci energetycznej. Elektrociepłownia węglowa jest to elektrownia węglowa zmodyfikowana w ten sposób, że wytwarza zarówno prąd elektryczny, jak i ciepło (dostarczane za pośrednictwem gorącej wody lub pary do miejskich sieci ciepłowniczych lub instalacji przemysłowych). Zarówno elektrownie jak i elektrociepłownie węglowe są źródłem emisji do atmosfery dwutlenku węgla CO2 (przyczyniającego się do efektu cieplarnianego i związanych z nim zmian klimatycznych, w tym globalnego ocieplenia) oraz szeregu toksycznych związków chemicznych, zwłaszcza dwutlenku siarki SO2, tlenków azotu NOx zawieszonych PM 10 i PM 2,5 oraz metali ciężkich takich jak rtęć Hg, ołów Pb, kadm Cd, arsen As, chrom Cr, nikiel Ni.

Jak wykonano analizy dotyczące skutków zdrowotnych zanieczyszczeń z elektrowni i elektrociepłowni węglowych?

Analizy wpływu emisji zanieczyszczeń z polskich elektrowni i elektrociepłowni węglowych na zdrowie ludzi wykonane zostały przez zespół naukowców z Instytutu Ekonomii Energetyki i Racjonalnego Wykorzystania Energii oraz ekspertów z Greenpeace. Na ich podstawie powstał raport „Węgiel zabija. Analiza kosztów zdrowotnych emisji zanieczyszczeń z polskiego sektora energetycznego”. Wykonane analizy opierają się o najnowsze oficjalne rejestry zanieczyszczeń z instalacji węglowych oraz specjalistyczny model EcoSense, który stanowi najbardziej zaawansowane narzędzie do oceny skutków zdrowotnych emisji i który wykorzystuje zaawansowane modelowanie przemieszczania się zanieczyszczeń w atmosferze stosowane we wdrażaniu Europejskiego Programu Monitoringu i Oceny (EMEP, ang. – European Monitoring and Evaluation Programme) – w ramach Konwencji w sprawie transgranicznego zanieczyszczenia powietrza na dalekie odległości, którą podpisały wszystkie kraje europejskie, w tym Polska. Model ten został wykorzystany podczas realizacji finansowanego przez UE projektu badawczego NEEDS, w który zaangażowane były trzy instytucje naukowe z Polski – Polska Akademia Nauk, Akademia Górniczo-Hutnicza w Krakowie oraz Uniwersytet Warszawski. Został on także zastosowany przez Bank Światowy do oceny skutków zdrowotnych funkcjonowania elektrowni na węgiel brunatny w Kosowie. Opracowane szacunki skutków zdrowotnych opierają się na czynnikach ryzyka obliczonych na podstawie najlepszych dostępnych dowodów naukowych, zgodnie z rekomendacjami projektu NEEDS. Zastosowana metodologia bierze pod uwagę dorobek wieloletnich badań epidemiologicznych oraz zgodna jest z wytycznymi Europejskiej Agencji Środowiska i Światowej Organizacji Zdrowia dla tego typu analiz. Szczegółowy opis przeprowadzonych analiz oraz samej metodologii badań znajduje się w raporcie „Węgiel zabija. Analiza kosztów zdrowotnych emisji zanieczyszczeń z polskiego sektora energetycznego”. Zapraszamy do lektury!

Czy przeanalizowane zostały wszystkie możliwe skutki zdrowotne powodowane przez przemysł węglowy?

Zaprezentowane analizy skutków zdrowotnych odnoszą się jedynie do etapu spalania węgla w elektrowniach i elektrociepłowniach. Oprócz tego przemysł węglowy wywiera negatywny wpływ na zdrowie ludzi na wiele innych sposobów. Chodzi tu chociażby o takie zjawiska, jak zanieczyszczenie pyłami podczas wydobycia, transportu i składowania węgla (zanim trafi on z kopalni do kotła elektrowni) czy też zagospodarowanie odpadów i ścieków wytwarzanych podczas tych procesów, a także same bezpośrednie zniszczenia środowiska związane z budową kopalni odkrywkowych węgla brunatnego, czy wreszcie negatywne skutki zdrowotne związane ze zmianami klimatu. Gdyby te czynniki zostały ujęte w analizach, zanalizowane negatywne skutki zdrowotne musiałyby być odpowiednio większe.

Obecnie istnieją dobre, nowoczesne filtry, które stosuje się już w kopalniach na Zachodzie. Czy nie wystarczy, że zastosujemy je na kominach polskich elektrowni?

Nawet najdoskonalsze filtry nie są w stanie zatrzymać wszystkich zanieczyszczeń, zwłaszcza tych gazowych jak dwutlenek siarki i tlenki azotu, ani pyłowych. One sprawiają tylko, że zanieczyszczeń jest nieco mniej więc emisje spełniają określone normy, nadal jednak szkodzą zdrowiu. Z elektrowniami węglowymi jest jak z papierosami: te z filtrem są mniej szkodliwe niż bez filtra, ale nadal powodują raka i wiele innych groźnych chorób oraz przyczyniają się do śmierci ludzi. Szacuje się, że ponad 5 tysięcy ludzi zmarło z powodu zanieczyszczeń z polskich elektrowni i elektrociepłowni w samym roku 2010.

Węgiel jest podstawą energetyki w Polsce. Czy odejście od węgla nie zmniejszy naszego bezpieczeństwa energetycznego? Jeśli nie węgiel, to co?

Wiatr i słońce też są nasze, polskie – a ponadto nigdy ich nie zabraknie, bo taka jest natura odnawialnych źródeł energii. Zaś skutkiem uzależniania przez lata polskiej energetyki od węgla jest dziś m.in. fakt, że od 2008 r. jako kraj jesteśmy importerem węgla netto, tzn. więcej importujemy niż eksportujemy. Większość importowanego węgla pochodzi z Rosji i Ukrainy. Zamiast tego polska energetyka może oraz powinna stopniowo przechodzić na różnego rodzaju odnawialne źródła energii, jak właśnie wiatr, słońce czy biogaz.

Czy przejście na energię odnawialną nie oznacza znaczącego wzrostu cen za prąd?

Wręcz przeciwnie, to kurczowe trzymanie się energetyki węglowej grozi wzrostem cen prądu, choćby z racji rosnących opłat za emisję CO2. Poza tym energetyka węglowa rodzi wiele ukrytych kosztów, choćby leczenia chorób spowodowanych przez emisje zanieczyszczeń gazowo-pyłowych, zwolnień lekarskich z tego powodu, wypłacanych rent chorobowych, przedwczesnych zgonów itp. Przeciwdziałanie tym negatywnym zjawiskom obciąża nas wszystkich, choćby w postaci wyższych podatków. Na rachunku za prąd tych kosztów nie widzimy – ale co z tego ?

Czy polską energetykę można oprzeć na czystych źródłach energii? Przecież w Polsce mało jest wystarczająco słonecznych i wietrznych dni.

Polski klimat ma to do siebie, że gdy nie ma słońca, to na ogół wieje, gdy zaś nie ma wiatru, to z reguły świeci słońce. Na dodatek duże zróżnicowanie geograficzne – od morza po góry – powoduje, że prawie zawsze w jakiejś części kraju są dogodne warunki do produkcji prądu w oparciu o energię słoneczną lub wiatrową. Mamy też ogromny potencjał do zrównoważonego wykorzystania biomasy, np. w przydomowych biogazowniach. Jesteśmy też realistami, wiemy, że w najbliższym czasie nie da się generować całej energii ze źródeł odnawialnych, można jednak a nawet trzeba zwiększać udział OZE w bilansie energetycznym naszego kraju.

Czy koszty instalacji opartych na odnawialnych źródłach energii nie są zbyt wysokie?

Panele słoneczne, podobnie jak wiatraki, z racji postępu technicznego z roku na rok tanieją, a spadek cen będzie tym szybszy im większa skala produkcji. Jeszcze 10 lat temu telefon komórkowy kosztował krocie, 100 lat temu na pierwsze samochody też mogli sobie pozwolić tylko bogacze, a współcześnie jeździ nimi prawie każdy. Jeśli mówimy o kosztach, to należy zauważyć, że to emisje zanieczyszczeń wynikających ze spalania węgla w polskich elektrowniach i elektrociepłowniach powodują ogromne szkody zdrowotne, przyrodnicze oraz straty w rolnictwie. Zgodnie z analizą prof. Mariusza Kudełki z AGH są to koszty rzędu 30 mld rocznie (co stanowi około aż 2% polskiego PKB), które ponosimy my wszyscy, płacąc m.in. naszym zdrowiem. Zgodnie z wyliczeniami Europejskiej Agencji Środowiska koszty te mogą być jeszcze wyższe i sięgać aż 3,4% PKB.

Podobno w Polsce są duże złoża gazu łupkowego. Dlaczego nie spróbować pozyskać energii właśnie z niego?

Z wszystkich paliw kopalnych, gaz jest relatywnie najbardziej czysty i przyjazny dla środowiska i klimatu – jego spalanie generuje stosunkowo niewiele zanieczyszczeń gazowo-pyłowych i znacznie mniej CO2 niż spalanie węgla. Stanowiłby zatem dobre i względnie ekologiczne uzupełnienie energii pozyskiwanej z wiatru lub słońca. Kwestia czy w polskich warunkach miałby to być gaz ze złóż łupkowych, czy z tradycyjnych jest innego rodzaju – po prostu wcześniej musi zostać oszacowane ryzyko środowiskowe związane z samym wydobyciem gazu łupkowego, zwłaszcza z technologią tzw. szczelinowania hydraulicznego. Doświadczenia innych krajów, które wykorzystują tę metodę wydobycia wskazują jednak, że wiąże się ono z wysokim ryzykiem zanieczyszczenia wód gruntowych przez wycieki wysoce toksycznych substancji użytych w procesie szczelinowania. Wątpliwe jest również używanie ogromnej ilości wody do wydobycia, podczas gdy ten cenny surowiec mógłby być wykorzystany w rolnictwie lub gospodarstwach domowych.

Czy Polską gospodarkę stać na rozwój drogich instalacji do pozyskiwania energii odnawialnej?

Instalacje do pozyskiwania energii odnawialnej są z roku na rok coraz tańsze, a Polska powinna nie tylko z nich korzystać, ale wręcz inwestować w ich badania i rozwój – to stosunkowo młoda, prężna dziedzina przemysłu. Jako kraj mielibyśmy wręcz szansę stać się jednym z liderów technologicznych w dziedzinie odnawialnych źródeł energii, tak jak w swoim czasie Finlandia dzięki Nokii stała się czołowym producentem telefonów komórkowych.

Wiele krajów korzysta z energii nuklearnej, o której się czasem mówi, że jest tania i obecnie podobno już bezpieczna. Dlaczego Polska nie miałaby dołączyć do ich grona?

Energia jądrowa nie jest ani bezpieczna, ani tym bardziej tania. Najlepiej świadczy o tym fakt, że od 2 lat ani rząd ani spółki energetyczne nie są w stanie zgromadzić środków na budowę pierwszej planowanej elektrowni atomowej, ani zapewnić kredytów – zainteresowane banki żądają gwarancji rządowych. Wielu ekspertów podkreśla właśnie fakt, że nie opłaca się w Polsce budować elektrowni jądrowej. Prof. dr hab. inż. Władysław Mielczarski wylicza, że są to koszty rzędu 80 mld zł. Natomiast zgodnie z makroekonomiczną analizą „Morski wiatr kontra atom” zamiast budowac elektrownię jądrową, moglibyśmy budować farmy wiatrowe na morzu, które dostarczyłyby tyle samo prądu z EJ ale po niższej dla nas cenie. Z punktu widzenia polskiego społeczeństwa budowa obiektu elektrowni jądrowej byłaby szczególnie nieopłacalna – wszystko bowiem: reaktory, technologia, paliwo jądrowe, większość specjalistów – będzie pochodzić z zagranicy, polska będzie tak naprawdę tylko ziemia na której taka elektrownia zostanie postawiona. Najlepszy dowód, że nawet badania lokalizacyjne za kilkaset milionów złotych przeprowadzi w najbliższym czasie firma australijska a nie polska. Zatem w przypadku realizacji rządowego programu jądrowego pieniądze polskiego konsumenta prądu i polskiego podatnika będą szeroką strugą wypływać za granicę, ratując bilanse zagranicznych koncernów energetycznych, i generując tam miejsca pracy. Dla odmiany wiatraki do farm wiatrowych budowane by były w polskich stoczniach a inwestycja w wiatraki na morzu stworzyła by więcej trwałych miejsc pracy budowa elektrowni jądrowej.

Co zaś do bezpieczeństwa – pamiętajmy że jeśli katastrofa w Fukushimie mogła się wydarzyć w tak perfekcyjnym technicznie państwie jak Japonia, to tym bardziej możliwa będzie w Polsce. Należy podkreślić, że zgodnie z raportem parlamentarnej komisji badającej sprawę to nie tsunami ale błędy konstrukcyjne i ludzkie były główną przyczyną katastrofy. Bądźmy realistami i pamiętajmy, że to w naszym kraju autostrady wymagają remontu nieraz w ciągu roku po wybudowaniu, a pas startowy na lotnisku w Modlinie rozpadł na kawałki prawie zaraz po oddaniu do użytku.

W ramach naszych zobowiązań unijnych i tak musimy zamykać elektrownie węglowe. Czy ten plan redukcji nie wystarczy?

Unia nie nakazuje Polsce zamykania elektrowni węglowych, tylko wymaga ich modernizacji w celu zredukowania emisji CO2 i zanieczyszczeń gazowo-pyłowych. Problem w tym, że polski rząd pod naciskiem lobby węglowego robi wszystko by tę modernizację opóźnić, czego przykładem jest tzw. Przejściowy Plan Krajowy, przyjęty w grudniu zeszłego roku, bez szerszego informowania opinii publicznej. Jeśli Komisja Europejska zaakceptuje ten plan, aż do 2020 roku 52 polskie elektrownie i elektrociepłownie będą mogły emitować znacznie więcej zanieczyszczeń niż analogiczne obiekty w innych krajach UE. W praktyce oznacza to, że każdy z nas będzie oddychał bardziej zanieczyszczonym powietrzem, częściej chorował, szybciej umierał itp. niż np. obywatele Niemiec.

Czy Greenpeace będzie zadowolony jeśli na kominy elektrowni założy się nowoczesne filtry?

Oczywiście, że Greenpeace będzie zadowolony, bo każda metoda ograniczenia emisji zanieczyszczeń jest dobra. Problemu nie da się jednak rozwiązać wyłącznie w ten sposób, gdyż obecne techniki oczyszczania spalin praktycznie osiągnęły już kres swych możliwości, a tak czy inaczej trujące gazy i pyły trafiają w setkach i tysiącach ton rocznie do powietrza, przez co ludzie chorują i umierają. Tak naprawdę jedyną metodą na to byśmy oddychali czystym i zdrowym powietrzem jest stopniowe przejście na bezemisyjne, zwłaszcza odnawialne technologie produkcji energii - wiatraki, panele słoneczne ani źródła geotermalne żadnych trucizn do atmosfery nie wydzielają. Oczywiście, nie da się tego zrobić w rok czy dwa, ale to jest kierunek w jakim my jako Polska powinniśmy zmierzać.

PGE odstąpiła już od planów rozbudowy elektrowni Opole. To cios dla lokalnego rynku pracy i kopalni na Śląsku. Czy Greenpeace nie działa na szkodę interesów polskiej gospodarki?

PGE zrezygnowała z planów budowy nowych bloków w elektrowni Opole nie z powodów ekologicznych, lecz ekonomicznych, będąc w końcu zmuszone przyznać, że tak naprawdę energetyka węglowa się tej firmie na dłuższą metę nie opłaca. Podobnie wygląda sprawa w odniesieniu do całej gospodarki – im więcej elektrowni węglowych zbudujemy dziś, tym większe straty jako społeczeństwo i naród poniesiemy w przyszłości. Pamiętajmy, że jeśli zbudujemy elektrownię węglową dziś, to będzie ona nas truła prze kolejnych 40 lat. Oczywiście, dla lokalnych rynków pracy strukturalna nieopłacalność energetyki węglowej jest problemem – konieczne jest więc poszukiwanie nowych modeli rozwojowych, np. inwestowania w energetykę odnawialną, która z roku na rok staje się coraz tańsza i bardziej opłacalna, a zarazem dostarcza wiele nowych miejsc pracy.

Chcecie zamknięcia istniejących elektrowni, nie chcecie budowania nowych, więc skąd mamy w Polsce mieć prąd?

Greenpeace jak najbardziej chce budowania nowych elektrowni, ale powinny być to w znacznym stopniu obiekty wykorzystujące odnawialne technologie pozyskiwania energii. Co więcej, z natury tych ostatnich wynika, że takich obiektów może być bardzo dużo, mówimy wówczas o tzw. rozproszonym modelu wytwarzania elektryczności. Wiele z nich mogłoby wręcz stanowić część gospodarstw domowych, które w oparciu o wiatr lub słońce wytwarzałyby prąd na własne potrzeby, a jego ewentualne nadwyżki oddawały do sieci. W modelu tym zaciera się różnica między producentami a konsumentami energii, powstaje zaś zupełnie nowa kategoria łącząca obie poprzednie – tzw. prosumentów.

Alternatywa proponowana przez Greenpeace czyli OZE są bardzo kosztowne, ile będzie nas kosztować ta zmiana i kto za to zapłaci?

OZE czyli odnawialne źródła energii stają się z roku na rok coraz tańsze i ekonomicznie bardziej konkurencyjne niż źródła tradycyjne, w tym zwłaszcza energetyka węglowa. Przykładem narastającej nieopłacalności tej ostatniej jest choćby ostatnia spektakularna rezygnacja PGE z budowy nowych bloków w elektrowni Opole – przecież z przyczyn ekonomicznych, a nie ekologicznych. Im więcej nowych instalacji OZE będzie powstawało, tym tańsze one będą – nazywa się to efektem skali. Wystarczy porównać ile kosztowały pierwsze samochody i telefony komórkowe, a ile kosztują teraz. Nawiasem, w ostatnich latach OZE rozwijają się szybko nie tylko w bogatych krajach Zachodu, które też przecież inwestują w ten sektor nie dla fantazji, tylko dlatego że perspektywicznie im się to opłaca, ale również w nowych krajach członkowskich UE, w tym uboższych niż Polska. Najlepszym przykładem jest to, że największa w Europie lądowa farma wiatrowa powstała rok temu w Rumunii, przy czym inwestorem jest czeski koncern energetyczny CEZ. Dlaczego zatem nie miałoby być to możliwe u nas w Polsce?
MAPA INSTALACJI