Wielkopolskie jeziora stają się coraz bardziej popularne na Zachodzie. Niestety nie za sprawą ich wyjątkowych walorów turystycznych, ale przez postępujące zjawisko ich wysychania. Dziennikarka Belgijskiej gazety „La Libre Belgique” przyjechała do Tomisławic, by na własne oczy przekonać się jak wyglądają skutki budowy kopalni odkrywkowych. Jednym z nich jest właśnie obniżanie się poziomu wody w okolicznych jeziorach. Zapraszam was do przeczytania jej relacji, która została opublikowana na łamach „La Libre” w grudniu ubiegłego roku:
„Trzeba to zobaczyć, żeby uwierzyć, prawda? Nawet jako naukowiec posiadający w ręku wszystkie dane, nie pomyślałbym, że coś takiego jest możliwe” – Bóbr patrzy melancholijnie w kierunku linii horyzontu. Ton jego głosu wyraża coś pomiędzy rezygnacją, cynizmem i wściekłością. „Trzy do czterech metrów w ciągu pięciu lat, wyobrażasz to sobie? Spójrz na drabinki przystani: schodzą prosto w trawę, a miały przecież schodzić do wody, prawda? To bardzo ciekawe, że w Polsce buduje się przystanie, które do niczego nie służą!”
Od kilku lat wiele jezior w Wielkopolsce gwałtownie wysycha. Tego lata skarpa na brzegu Jeziora Ostrowskiego powiększała się aż uformowała piaszczystą plażę o szerokości kilkudziesięciu metrów. „Zjawisko to można obserwować od około pięciu lat, od momentu otwarcia odkrywki węgla brunatnego niedaleko stąd. Powodem są obniżenia terenu spowodowane przez wyrobiska kopalniane, które zasysają wszelką wodę”, opowiada Bóbr. To właśnie próbuje wytłumaczyć miejscowym ludziom zaniepokojonym wysychaniem jezior. „Jestem chemikiem. Wiem, że nic nie znika i nic nie powstaje z niczego, a wszystko się przekształca. Pewnego dnia będziemy tu mieć wspaniałe sztuczne jezioro! Kopalnia używa zawsze tego argumentu by uciszyć narzekania. Ale woda ze sztucznych jezior nie ma takiego samego składu jak ta, a nie przewiduje się żadnego systemu jej oczyszczania.”
Bóbr nie pochodzi z tego regionu, ale wraz ze swoim klubem kajakowym lub swoją żoną przyjeżdża tu często by korzystać z dobrodziejstw natury. To właśnie przyroda, jeziora, lasy pełne dębów i topoli, rzeki i doliny przywiodły go do Polski po rocznych studiach w Gandawie, w 1993 roku. „Studiowanie na Zachodzie to była prawdziwa przygoda. W tamtych czasach mało kto miał taką okazję! Proponowali mi nawet żebym został, ale odmówiłem.”
Mimo wszystko Bóbr naprawdę polubił Belgię. Dzisiaj rozumie istotę konfliktu narodowościowego Brussels-Halle-Vilvoorde o wiele lepiej niż niejeden Belg. Ale żadna czekolada, stypendium uniwersyteckie, ani komfort życia w naszym słodkim Królestwie nie mogą się mierzyć z jesiennymi widokami z postsowieckiej Polski, gdzie miliony ptaków migrujących odpoczywają przed odlotem do Afryki, na dzikich łąkach nad brzegami jezior Wielkopolski.
Kopalnie odkrywkowe działają w Polsce od kilkudziesięciu lat. Z założenia będą niszczyć krajobraz jeszcze przez długie lata. Niestety, nawet wysiłki wspólnoty międzynarodowej mające na celu zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych nie są w stanie tego zmienić ani ograniczyć. Według Bobra, a także z mediów wiadomo, że planowany jest nawet eksport węgla do elektrowni na Białoruś, jeśli Komisja Europejska zdecyduje się na wprowadzenie podatku od emisji CO2. „Będziemy spalać węgiel u Łukaszenki, a potem sprowadzać do ojczyzny elektryczność, genialne, nieprawdaż?”, ironizuje Bóbr.
Największa europejska elektrownia znajduje się w Polsce, w odległości 160 km na południe od Warszawy. U stóp elektrowni Bełchatów, na prawie 3250 hektarach, czyli obszarze porównywalnym z Brukselą, rozciąga się kopalnia odkrywkowa węgla brunatnego. Ta dziura w ziemi jest prawie mikroskopijnych rozmiarów w porównaniu z tą, która planowana jest w Lubinie na Dolnym Śląsku, w południowo-zachodniej Polsce, gdzie wydobycie węgla brunatnego realizowane ma być na powierzchni prawie 16000 hektarów, czyli na terenie dwa razy większym od Paryża. Rozpoczęcie prac planuje się na rok 2015. Nie chodzi więc o drobne wyszczerbienie w skorupie ziemskiej, ale o gigantycznych rozmiarów dziurę, która wymaże z mapy 20 miejscowości i zmusi do przeniesienia się ponad 20 000 osób.
W konsultacjach społecznych okoliczni mieszkańcy w olbrzymiej większości opowiedzieli się przeciw projektowi. Zresztą wiadomo, że kopalnia tego typu nie stworzy wielu miejsc pracy, ponieważ węgiel brunatny jest wydobywany przy użyciu maszyn, które obsługiwane są przez zaledwie kilku wykwalifikowanych operatorów.
Bóbr zaangażował się w walkę przeciwko projektowi kopalni odkrywkowej w Tomisławicach rok temu. Miasteczko położone jest w Wielkopolsce nad brzegiem Jeziora Gopło. Jeśli kopalnia zacznie działać, wydobycie będzie się odbywać na powierzchni 750 hektarów, czyli trochę mniejszej niż powierzchnia Schaerbeek, w rejonie oddalonym od jeziora o kilka kilometrów. „Kopanie krateru w tym miejscu to szaleństwo. Będzie tak samo jak z innymi okolicznymi jeziorami. Jezioro wyschnie, cały węgiel zostanie wydobyty, a kopalnia zakończy działalność.”
Jezioro Gopło jest bardzo ważnym miejscem dla kultury polskiej. Legenda głosi, że pierwsi Polacy osiedlili się tutaj w IX wieku. To trochę jak kołyska całego narodu. To także obszar ochronny europejskiej sieci Natura 2000. Region ten jest jednym z głównych miejsc lęgowych ptaków migrujących na naszym kontynencie. Miejscowa ludność z okolic Tomisławic skierowała do polskich władz oraz do UE skargę przeciw nowej odkrywce węgla brunatnego uzasadniając ją uchybieniami w zakresie przepisów ochrony środowiska. Niestety procedury są długotrwałe, a wyniki niepewne. „Nie wiem co powiedzieć miejscowym gdy mnie pytają o tę sprawę. Około pięćdziesiąt rodzin, głównie rolniczych, już zostało wywłaszczonych.”
W maju, inwestor rozpoczął prace ziemne pomimo trwającego procesu sądowego i ryzyka poważnych strat finansowych w przypadku przegranej. Bóbr śmieje się nerwowo. „Nie ma sprawy, to przedsiębiorstwo państwowe! Prywatnych pieniędzy nikt tutaj nie zainwestował! Witamy w Polsce”.
Louise Culot
Oryginalny tekst, w wersji online znajduje się tutaj.


